darmowe ebooki

Dział w którym możecie publikować linki, oferty, informacje o darmowych książkach ebook. Pamiętajcie jednak, że książki muszą być z legalnego źródła. Wszelkie pirackie publikacje będą usuwane.

Moderator: Global Moderator

czytamW5zystko
Nowy
Nowy
Posty: 2
Rejestracja: 26 lis 2018, 21:35

darmowe ebooki

Post autor: czytamW5zystko » 04 sty 2019, 22:50

Tutaj fragment mojego opowiadania. Już niedługo będzie w mojej księgarni, być może w sekcji darmowe ebooki:

Za oknami autonomicznego samochodu migały holoklamy, namawiajace do zaciągnięcia długu na kilka tysięcy punktów. Leszek nie zwracał na nie uwagi. Wpatrywał się w mijane z dużą prędkością, migające światełka wyznaczające krawędź jezdni. Za w pełni przezroczystą, krzemową szybą, oddzielającą tylną kanapę od przednich foteli, siedzieli bankierzy, łowcy, mężczyźni, których zadaniem było pilnowanie porządku. Pełnili funkcję swego rodzaju antywirusa, antybiotyku dla drążących miasto patosów, sprzeciwiających się porządkowi świata opartemu na zarabianiu i wydawaniu. Poszukiwacze raka, zarazy, dawniej łagodnie zwanej konserwatywnymi nonkonformistami.

Leszek nie uważał się za konserwę, ale dalej jeszcze było mu do hedonisty liczącego każdy posiadany punkt. Od dawna nie gonił za punktami. Nie wierzył w nie, musiał czuć pieniądz w kieszeni.

— Dokąd mnie wieziecie? — zapytał.

Bankierzy milczeli. Spali snem sprawiedliwych, spokojni, przeświadczeni, że dotrą na miejsce szybko i bezpiecznie. Ślepo zawierzyli swoje zaprogramowane istnienia zerojedynkowym ciągom. Leszek nie ufał osądom komputera pokładowego. Nie wierzył w nieomylność maszyn, niezakłócalne połączenia i statystyki, podawane wszystkim przy pomocy interpersonalnej sieci. Kiedy wsiadał do autonomicznego samochodu, robił to z musu.

Siedziba BWP (Banku Wirtualnego Pieniądza) otoczona była niewypowiedzianie zielonym skwerem. Kilkaset metrów kwadratowych  drzew, krzewów, ławek i alei, po których spacerowały kobiety z zaskakująco spokojnymi dziećmi w wózkach. Leszek leniwie wyszedł z samochodu. Kucnął tuż przy trawie, chcąc sprawdzić prawdziwość tego niespodziewanego aranżu przestrzeni. Źdźbła przeszły przez jego dłoń niczym cyfrowe strumienie krążące w przestrzeni i przenikające myśli. Opuszki palców napotkały na swojej drodze dopiero chropowatość kamienia. Ciało przeszedł dreszcz, impulsy elektryczne próbowały przedostać się z hologramu do układu nerwowego, ale nie znalazłszy interfesu, rozbijały się na skórze.

— To iluzja — Leszek stwierdził rozczarowany, podnosząc się z kolan. Włosy na głowie stanęły mu dęba przez pozornie nieszkodliwe wyładowania.
— Oczywiście — odparł jeden z bankierów. Wskazał dłonią na drzwi. — Tędy.

Pokój przesłuchań wyglądał tak, jak Leszek go sobie wyobrażał, kwadratowy stół ustawiony w centralnej części pomieszczenia, po obu stronach krzesła, a nad nim nisko wisząca lampa z ledową żarówką świecącą jasnym, nienaturalnie chłodnym światłem. Żarówką sterowaną pilotem i zmieniającą barwę w zależności od charakteru podejrzanego. Na przeciw drzwi lustro, zapewne weneckie, a po drugiej stronie psycholog, kierownik placówki i kilku kolegów po fachu szukających na twarzy podejrzanego oznak kłamstwa. Jakby tego było mało, w rogu znajdowała się kamera, wyłapująca każdy gest i drżenie mięśnia. Widać nawet bankierzy nie mieli pełnego zaufania do systemu. Na ogół specjalny program analizował obraz z kamery i wyciągał wnioski. Wszystko to mogło zadziałać, gdyby nie fakt, że Leszek był socjopatą.

Bankierzy weszli do pomieszczenia za Leszkiem i kazali mu usiąść na krześle vis a vis sprzętu do nagrywania. Leszek spoczął, wyjął papierosa i zapalił. Spojrzał na identyfikatory znajdujące się na klapach marynarek obu mężczyzn. Wyższy, z kozią bródką i przenikliwym spojrzeniem miał na imię Piotr. Bankier przyniósł ze sobą teczkę, rzucił ją na stół, zdjął marynarkę i przewiesił przez oparcie krzesła. Drugi, nieco niższy jegomość, sprawiający wrażenie porywczego, ogolony na gładko z charakterystycznie krótką górną wargą nie miał karteczki z imieniem, ale Piotr zwracał się do niego per Szymon.

— Tu nie można palić — powiedział Szymon, lekko sepleniąc.

Leszek się tym nie przejął, spojrzał w twarz bankiera wyzywająco, potem przeniósł wzrok na kamerę.

— Znasz ją? — Piotr wyjął z teczki zdjęcie Majki. Położył na stole i teatralnie przesunął w kierunku podejrzanego. Nie spodziewał się żadnej odpowiedzi, wiedział, że skończy się jak zwykle, bezowocnie, straconym czasem i nerwami. Dla obu stron.
— Może zainteresuje cię fakt, że kobieta na zdjęciu jest członkiem podziemia.

Leszek podniósł spojrzenie na Szymona.

— Nie wiedziałeś? — Piotr zaśmiał się i wyjął z teczki drugą fotografię. Majka, jej bracia i starszy mężczyzna, którego Leszek zdążył już poznać, spotykali się na parkingu za znanym mu burdelem.
— Ci dwaj nie żyją — stwierdził Szymon. — Wiesz dlaczego?

Leszek wzruszył ramionami. Wiedział, że ktoś zaraz mu to wytłumaczy.

— Oni nie byli groźni — Piotr wskazał na braci. — Tylko mówili o walce z systemem. Ona to co innego, chciała działać. Podejrzewamy, że jedno z nich posiadało dostęp do głównego serwera.

Przesłuchiwany wzruszył ramionami.

— Jakiego serwera?
— Podobno miałeś kontakt z tym mężczyzną — Szymon wskazał palcem na studenta.

Leszek kiwnął głową przytakująco. Wiedział, że nie ma sensu ukrywać spotkania.

— Wszedł, chciał płacić punktami, zaczął się awanturować, więc go wyrzuciłem. A następnego dnia w wiadomościach usłyszałem, że ktoś udekorował nim ulicę. I moje buty.
— Z nią też podobno się spotkałeś — wskazał na Majkę.

Tym razem Leszek zagrał zdziwienie. Zrobił to jednak na tyle nieudolnie, że nie dali się nabrać. Szymonowi na ułamek sekundy puściły nerwy. Zaraz potem opamiętał się, zabrał ze stołu paczkę fajek należących do Leszka. Wyciągnął jednego papierosa, a resztę schował do kieszeni swoich mundurowych spodni. Leszek nie zareagował.

Piotr widząc Szymona opuszczającego pokój, westchnął, wyprostował się i ruszył za nim. Wrócili chwilę później, Szymon wciąż trzymał w ustach papierosa, którego dym przecinał światło padające na stół. Wewnątrz zrobiło się mgliście. Kamera z trudem łapała ostrość, obiektyw szukał źrenić Leszka, teraz próbującego zaciągnąć się smolistymi oparami z wolna unoszącymi się ku systemowi klimatyzacji.

— Wynoś się — powiedział wreszcie półgębkiem Szymon.

Leszkowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wstał, podszedł do bankiera, wyjął z kieszeni jego spodni paczkę papierosów i jak gdyby nigdy nic, opuścił pomieszczenie. Piotr tylko się zaśmiał, jednak na Szymonie zrobiło to spore wrażenie.

— Daj spokój — stwierdził Piotr. — Dostanie ogon.
Jeśli lubisz czytać, zajrzyj na https://lukaszmigura.com po darmowe opowiadania.

sonja
Nowy
Nowy
Posty: 5
Rejestracja: 07 sty 2019, 13:40
Lokalizacja: Lublin

Odp: darmowe ebooki

Post autor: sonja » 07 sty 2019, 13:43

Zapowiada się świetnie! :)
Jak ujędrnić skórę twarzy? Sprawdź https://mialenia.pl/blog/

ODPOWIEDZ